DROP-IN


HISTORIA

Galeria redukcji szkód w Krakowie w latach 1996-2018

Zamieszczone zdjęcia prezentują historię prowadzenia przez Poradnię MONAR w Krakowie programów redukcji szkód. W roku 1996 został uruchomiony uliczny program wymiany igieł i strzykawek, który przez lata zmieniał się dopasowując do warunków krakowskiej sceny narkotykowej i tego, co działo się w mieście. Dopóki istniał tzw. bajzel, działania outreach odgrywały najważniejszą rolę. W latach 2005-2006 działał przy ul. Worcella projekt o nazwie DROP-IN PORT, potem wróciliśmy znów do działań w terenie opierając się o centralę na św. Katarzyny i mobilny punkt w postaci sporej wielkości vana marko Mercedes. W 2016 powstał DROP-IN KRAKOWSKA 19.

(więcej)



Połowa lat 90-tych, wymiana na Plantach. Skażony sprzęt trafiał do różnych pojemników i jak widać nie każdy z nich był optymalnie bezpieczny. Dzisiaj ryzyko jest ograniczone do zera, wtedy działaliśmy spontanicznie ogarniając sprawy na bieżąco, nie kalkulują za bardzo.

Drop-in Port na Worcella, rok 2005. Na dyżurze Jowita i Piotr.

Planty, ok. 2007 roku. Robert z Grześkiem (a właściwie jego fragmentem) siedzą na ławce czekając na klientów.

Wymiana sprzętu na Plantach, „Misiek” przyszedł po sprzęt. Rafał, Grzegorz i „Piwcia” w pracy. Najprawdopodobniej rok 2007.

Końcówka lat 90-tych. Darek z Renatą na Placu Mariackim. Obok wózek ze sprzętem iniekcyjnym.

Festiwal Ryśka Riedla w Tychach. Rafał z Kaśką pracują z vana, ale też chyba nieźle się bawią.

Graffiti z Plant, które towarzyszyły nam w latach 90-tych na „górce” na Plantach.

Dzieci-kwiaty stawały się dziadkami-kwiatami. U góry „Tarzan” Michalewski, na dole – kilku starych dinozaurów w Poradni na Św. Katarzyny (pośrodku „Krasnal”).

Nie wygląda to dobrze. Ropnie na nodze jednego z naszych klientów. Poniżej Darek penetruje kanały, gdzie mieszkają bezdomni.

Dwóch Marków: Marek Kotański i Marek Zygadło na krakowskim bajzlu. Planty, okolice Teatru Słowackiego. Rok 1997.

Rok 2017. Dopiero co otwarty DROP-IN na Krakowskiej.

Bez komentarza.

Druga połowa lat 90-tych. Streetworkerzy na Plantach. Na dole – Monika rozmawia z klientem.

Rok 1966, bajzel za Słowackim. Po prawej – Jacek podczas dyżuru.

Planty. Beata udziela wywiadu dla telewizji. Poniżej, Basia na dyżurze.

Zupełne początki: u góry – dwie Basie, pierwsze krakowskie streetworkerki. Na dole – Basia z Mariuszem na dyżurze na Plantach.

Czarno-biało – Monika z Dorotą wydają sprzęt na Plantach. Początek lat 2000-cznych.

Bogusia przed przybytkami, które na krakowskim bajzlu służyły do załatwiania różnych potrzeb fizjologicznych – nie tylko tych, z myślą o których je otwierano.

Typowe obrazki z bajzla i okolic. Lata 90-te.

Lata dwutysięczne. Andzia, Mateusz, Dominika i Gosia podczas akcji zbierania porzuconych brudnych igieł i strzykawek na bajzlu w okolicach skrzyżowania ul. Blich i Kopernika.

Drop-in Port przy Worcella: trening udzielania pierwszej pomocy.

Drop-in Port przy Worcella: Piotr z Jowitą, poniżej – zebranie pracowników i wolontariuszy.



Lokal Drop-in ma przedziwny kształt i wymiary. Front wychodzi na ulicę Krakowską, zaś zaplecze sięga niemal ulicy Augustiańskiej. Całość ma 33 metry długości, ale też dzięki temu doskonale służy naszym celom. Na korytarzu możemy urządzać wyścigi rowerowe.





Kamienica, w której prowadzimy projekt pochodzi z XVII wieku. Zlokalizowana jest w „chrześcijańskiej”, najstarszej części Kazimierza. Dzięki temu, że znajdujemy się niemalże w sercu Krakowa łatwo jest do nas trafić. Z uwagi na lokalizację przy ul. Krakowskiej (jednej z głównych „magistrali” miasta) – łatwo jest tu dojechać środkami komunikacji miejskiej.





Nie bójcie się wody i mydła! Tak wygląda łaźnia i pralnia w Drop-in. Prawie jak w domu, nieprawdaż? Żeby skorzystać z łaźni trzeba się zapisać, ale nie oznacza to, że są to jakieś odległe terminy. Każdy dostaje czysty ręcznik i mydło. Tylko pleców nie myjemy. Jeśli chodzi o pralnię – nie pierzemy butów i brudnych pieniędzy, ale chętnie rozprawiamy się z brudem ubrań i bielizny.





Gdyby zaoferowano nam lokal przy Rynku Głównym lub na Wawelu – bez wahania odmówilibyśmy. Kochamy Kazimierz. To bez wątpienia najszykowniejsza dzielnica Krakowa. Na dodatek nasza macierzysta placówka, Poradnia MONAR jest tuż za rogiem, na św. Katarzyny.





Czasami, gdy jest ładna pogoda decydujemy się wyjść na zewnątrz. Pozwalamy sobie wtedy stroić głupie miny, a – jak widać - jesteśmy w tym mistrzami. Prawdopodobnie mieszkańcy Kazimierza traktują nas jak dziwaków zajmujących się czymś, czym nikt inny nie chciałby się zajmować. Jednak na serio – bardzo dbamy o dobre relacje z sąsiadami, miejscową policją, a nawet listonoszem.





Każdy dzień pracy Drop-in kończy się dokładnie tak samo – sprzątamy cały lokal. Nie jest to łatwe zadanie, szczególnie w niepogodne dni. Po całym dniu, pełnym klientów Drop-in nie wygląda najlepiej. Aby nadać mu znów blasku musimy prawie godzinę zamiatać, mopować, ścierać, zmywać, szorować, itp. Na szczęście nasi klienci chętnie pomagają na w tych czynnościach.





Prawda, że wygląda elegancko i profesjonalnie? Każdy miałby ochotę tu przysiąść, czyż nie? Toaleta jest przystosowana dla osób na wózkach. Ogólnie wjazd do Drop-in nie jest najdogodniejszy dla wózków inwalidzkich, ale z małą pomocą drugiej osoby każdy na wózku inwalidzkim dostanie się do nas. W środku już żadnych barier.





Główne pomieszczenie projektu – świetlica. Każdy tu może zajmować się swoimi sprawami. Jedyny warunek, jaki stawiamy – zachowuj się przyzwoicie i nie narzucaj się innym.





Nie oceniamy nikogo, każdy z naszych klientów może znaleźć tu azyl, bezpieczne i przyjazne miejsce. Ale żeby takie ono było – każdy musi o to dbać. Zakaz agresji i zakaz handlu narkotykami to najważniejsze obostrzenia związane z możliwością pobytu na terenie Drop-in.





Jednym z najważniejszych miejsc w świetlicy jest stanowisko komputerowe z internetem. W Drop-in jest ponadto darmowe wifi dostępne dla urządzeń mobilnych naszych klientów.





Hmmm... czasem bywa i tak. Brak odpowiednich warunków mieszkaniowych, działanie niektórych narkotyków, zmęczenie i wyniszczenie organizmu – to tylko niektóre przyczyny takiego stanu rzeczy. Z tychże powodów projekt dysponuje 2-łóżkową dzienną noclegownią (oksymoron).





Dwumiejscowa sypialnia nie służy do spania w nocy. To miejsce, gdzie w kryzysowych sytuacjach można przespać się w ciągu dnia. Szczególnie jest to ważne dla osób, które przyjmują stymulanty i mają problemy noclegowe. Deficyt snu pociąga za sobą zmiany psychiczne, które w takich warunkach mogą skutkować pojawianiem się incydentów psychotycznych. Poza wszystkim, lepiej przekimać się w wygodnym łóżku niż spać z twarzą na stole.





Salka konferencyjna to nasz mały luksus. Tutaj mamy cotygodniowe zebrania personelu, tutaj szkolimy innych i sami jesteśmy szkoleni.





Coś dla ciała. Nie prowadzimy najwyższych lotów kuchni, przygotowujemy tutaj co najwyżej kanapki i pogrzewamy gotowe dania. Ale nie mamy też zbyt wysokich ambicji kulinarnych.





Centrum dowodzenia Drop-in, dyżurka pracowników. Służy wszystkiemu po trochu – jest magazynem sprzętu iniekcyjnego i innych materiałów redukcji szkód, tutaj można odpocząć i złapać drugi oddech, wypełnić dokumentację, napisać pismo, zadzwonić do urzędu, załatwić komuś wizytę u lekarza albo u terapeuty.





Palarnia niczym na lotnisku. Z tą różnicą, że w jednym czasie pali jedna osoba (jednego papierosa:). Kabina do palenia papierosów to taki pokój konsumpcyjny dla palaczy tytoniu - w cywilizowany sposób wydzielone miejsce konsumpcji środków odurzających, tak żeby dym nie szkodził tym, którzy nie palą.





Niektórzy z naszych klientów pojawiają się czasem w złym stanie zdrowotnym, niekiedy stanie zagrażającym ich życiu. Związane jest albo z toksycznością przyjętych wcześniej narkotyków, albo z ogólnym osłabieniem organizmu, chorobami, zakażeniami, nieodpowiednim stylem życia. Niekiedy stany te są tak dramatyczne, że musimy udzielać pomocy medycznej i wzywać karetkę pogotowia.



Pies Belial dla znajomych Belek.